DZIEŃ PRZYSZŁOŚCI W POLSCE - RELACJA

"Your future is whatever you make it, so make it a good one" - czyli jakim cudem znalazłem się na drugim krańcu Polski.

Była chyba niedziela, 11 października, około 16:51. Siedziałem i rozmyślałem nad moją przyszłością. Nieuniknionym zdarzeniem miała być przyszłość. Brzmi to dziwnie, ale 21 października 2015 roku miała nastąpić przyszłość dla fanów kultowej trylogii Roberta Zemeckisa. Owej serii wielkim fanem również jestem, więc stwierdziłem, że grzechem byłoby spędzenie tej pięknej daty w domu, przed komputerem, oglądając mój ulubiony
film. Spokoju nie dawała mi myśl "Co zrobiłby prawdziwy fan?". Zaraz za nią pojawiała się kolejna myśl "Pojechałby do USA na obchody dnia przyszłości". Niestety w portfelu miałem zaledwie kilka grosików na drobne wydatki. - "Jaki z ciebie jest fan Piotrek?" - zapytałem się w duchu. Mój wewnętrzny monolog przerwało powiadomienie na Facebooku: "Michał zaprasza cię na zlot...". Okazało się, że mój drogi przyjaciel Michał Skrzypczak bardzo poważnie podchodził do organizacji zlotu w Warszawie. Ale po namyśle wciąż sądziłem, że jest to za daleko dla mieszkańca miasteczka na skraju Śląska i Małopolski. Mimo wszystko stwierdziłem: czemu by nie uzgodnić tego z rodziną?
Po fali gigantycznych próśb moja ukochana mama zgodziła się, bym pojechał na zlot. Szczęście we mnie przepływało jak energia w Kondensatorze Strumienia! O wszystkim powiedziałem Michałowi. Było to niesamowite uczucie! "Za kilka dni zobaczę na żywo człowieka, którego znam od dwóch lat!" Jednak nie obyło się bez fali wątpliwości. Okazało się, że zlot się nie odbędzie, gdyż warszawski lokal, w którym miało odbyć się wydarzenie odmówił współpracy Michałowi. Było mi naprawdę przykro, plecak wojskowy leżał w kącie ciasno spakowany, a ja pozostałem z myślą, że spędzę ten dzień sam z filmem. Pojawiła się kolejna myśl "Może pojadę do Old Timer's Garage? Ponoć wciąż
mają DeLoreana..." *dzyń* Wiadomość na Facebooku. Od Michała:
"Zlot się odbędzie, ale nie w Warszawie, a w Kutnie!"
Myślę zatem "gdzie jest to Kutno?" i przychodzi kolejna wiadomość:
"To centrum Polski, jakieś 150 km od Warszawy. Przyjedź do stolicy, a zgarniemy cię i pojedziemy do Kutna!"
Na twarzy pojawił mi się wielki zaciesz. Już za tydzień miałem powitać przyszłość z moim przyjacielem Michałem i gronem fanów niesamowitej trylogii Roberta Zemeckisa.

21 października 2015 roku

Siedziałem w Polskim Busie, jadącym do Warszawy. Przez głowę przechodziły mi złe myśli "A co, jeśli to jeden wielki żart? Przyjadę tam, a Michał będzie dalej siedział w domu i śmiał się i śmiał? A jak mnie nikt nie polubi? A jak..." - zasnąłem na kilka godzin, by później obudzić się tuż przed Warszawą. Niedługo później trafiłem do śródmieścia. Michał od razu mnie wypatrzył. Pierwsze spotkanie prawdziwych przyjaciół w rzeczywistości, to dużo lepsze uczucie niż spotkanie celebryty, wygranie w konkursie, czy choćby posiedzenie w DeLoreanie. Najlepszy był fakt, że Michał jest tak samo zakręconym fanem jak ja. Doszło do tego podobne poczucie humoru, cytaty z trylogii i ogólne
zrozumienie. Coś niesamowitego! Wkrótce przyjechał po nas samochodem kolejny fan, Ziemek. Superpozytywny, a także megazajebisty koleś! Prowadzi świetny program na YouTube, także warto go sprawdzić. Robi niesamowicie profesjonalne filmy i podejmuje
ciekawe tematy. Wracając do podróży, po jakimś czasie zatrzymalismy się na śniadanie w McDonald's. To pozornie błahe wydarzenie miało ważne znaczenie w przyszłości. Efekt Motyla istnieje naprawdę, ale o tym później. Atmosfera jaka panowała podczas naszej podróży była naprawdę fantastyczna. Mógłbym ją nawet opisać jako rodzinną. Wspólne śmianie się z codziennych głupot (nuggetsy z sosem dżalapeno, wyższość Pepsi nad Colą, pomarańczowa kamizelka jako znak uniwersalny Marty 'ego Mcfly i wiele innych), ciągłe nawiązania do podróży w czasie i dyskusje na temat muzyki w filmie; cudo jednym słowem!

Ziemek, Piotrek i jakiś pan, który podobnie jak chłopcy ubrany był w pomarańczową kamizelkę :)

Jednak to druga część podróży stała się historią. Zaczęliśmy od wspólnego śpiewania "Back in Time", które nagrał Michał i przez które moje życie towarzyskie prawie całkowicie umrze, lecz mimo to CIESZĘ SIĘ! "A co to jest? " - w pewnym momencie zapytał Michał, wskazując na czarną skrzynkę ze słuchawką. "To CB Radio. " - uśmiechnął się Ziemek, po czym włączył urządzenie. Pojawił się szum, w którym jednak dało się co nieco wyłapać. Człowiekiem najbardziej spostrzegawczym okazał się Michał. "Słyszeliscie?! DeLorean! Ten koleś ewidentnie powiedział Delorean!!" I faktycznie. Pan z urządzenia potwierdził, że wiezie ten piękny samochód na lawecie i w dodatku jest na tej samej drodze co my! Ziemek wziął sprawy w swoje ręce i wcisnął gaz, wyprzedzając dziesiątki samochodów. W końcu przed nami pojawił się srebrny samochód z silnikiem na wierzchu i bijacą od niego aurą czystej zajebistosci. Prawdziwie cudowne auto. Gdyby nie nasz postój w McDonald's, nigdy być może nie jechalibyśmy bezpośrednio za DeLoreanem przez połowę drogi. A był to początek niespodzianek! 21 października dopiero się zaczynał.
Przed Kutnowskim Domem Kultury stał DeLorean. Inny, niż ten na lawecie. Zaintonowałem "The Final Countdown", na co Michał i Ziemek dołączyli się do mnie. Weszliśmy do Domu Kultury. Najbardziej podekscytowany był Michał, który już za moment miał spotkać Przemka, największego polskiego fana "Powrotu do Przyszłości". Znali się już od pięciu lat, ale w końcu mieli okazję się spotkać, nie na Facebooku, nie przez telefon, tylko twarzą w twarz. Między nimi widać było tę gigantyczną przyjaźń, przywodzącą na myśl Marty'ego i Doc'a, za których byli przebrani. Resztę zlotu zajmowały ciągłe rozmowy, liczne zdjęcia i prezentacja gadżetów Przemka, takich jak Deskolotka, Almanach (w trzech egzemplarzach!) i wiele innych. Kolejnym wielkim zaskoczeniem było dla mnie poznanie Magdy, fanki obok której przeżywałem seans filmowy pierwszej części trylogii. Magda mieszka zadziwiająco blisko mnie, także na pewno będę się z nią widział częściej, a oglądanie z nią filmu było świetne! Komentarze
odnośnie fatalnego lektora, śmiechy podczas scen, które widzieliśmy już miliony razy, no i oczywiście ta dramaturgia podczas najważniejszych scen: "Nieeee!" "A co jeśli mu się nie uda?!" "Dajesz McFly!"- takie między innymi teksty często się pojawiały w naszych komentarzach.
Oczywiście na wielki plus zaliczam też organizację. Zajęli się nią przesympatyczni ludzie,
w tym Joanna: niepozorna osoba, będąca miłośniczką ciężkiego metalu i horrorów!
Pożegnania jednak bywają najbardziej bolesne. Ziemek musiał zwinąć się jeszcze przed
seansem, a Magdę pożegnaliśmy wieczorem, przy seansie drugiej części w Kutnowskim Pubie Kutnowianka (nawiasem mówiąc - świetny klimat, wspominający PRL.
Gdy będziecie w Kutnie, koniecznie zajrzyjcie tam). Kolejnego dnia rano, na Dworcu w Kutnie pożegnaliśmy Przemka, a o 10:00 ostatni raz widziałem Michała. Sam w Warszawie spędziłem jeszcze pięć godzin, zanim przyjechał mój bus. Wracając do domu w głowie grało mi wspomnienie tego niepowtarzalnego i magicznego zdarzenia.
Podsumowując, każda nasza decyzja jest ważna. I to, jaką koszulę dziś ubrać, by zdobyć się czasem na odwagę, zatrzymać się na śniadanie w McDonaldzie, to czy napisać do kogoś nieznajomego, czy chociażby poprosić ojca o polecenie filmu. Decyzje
kształtują świat, w którym żyjemy, jak i nas samych. A historia, którą tu przedstawiłem to tylko zalążek tego, czym jest życie, które, jeśli się ma świetnych przyjaciół i chwile, które z nimi dzielisz jest piękne. Odwołując się do tego pięknego cytatu w nagłówku, żegnam się z Wami, póki nie napiszę kolejnego felietonu, czy reportażu.
"See you in the future! Or in the past..."

PS: Oczywiście opowiedziałem tu tylko malutki kawałek tego, co działo się na
zlocie. Cała reszta to tajemnica, którą znają tylko moi przyjaciele w czasie i nikt więcej. 

Piotr Knapik

Przyp.red.
Dosyć obszerna fotorelacja ze zlotu znajduje się na Facebooku [GALERIA]
Kreator stron internetowych - przetestuj