W środę, 17 października, miała miejsce polska premiera filmu "Player
One" na DVD i Blu-Ray. Jak wiemy, w produkcji Stevena Spielberga
pojawiło się sporo nawiązań do trylogii "Powrót do przyszłości".
Najważniejszym pytaniem teraz jest, czy fan "Back to the Future" powinien mieć "Player One" na swojej półce z gadżetami?

"PLAYER ONE" NA DVD I BLU-RAY - RECENZJA

Niecałe 3 miesiące po premierze światowej, nadszedł czas na nasze, tutejsze, polskie, gdyż Polacy nie gęsi i swój język mają! Wydaniem zajęło się Galapagos, które odpowiedzialne jest za wypuszczanie największych kinowych hitów na nośnikach cyfrowych, właśnie na rynku krajowym. Teraz oferują nam całą paletę wersji "Player One", poczynając od DVD, poprzez Blu-Ray, Blu-Ray 3D, aż do 4K UltraHD. Choć wiemy, iż film zaserwował nam wiele smaczków i nawiązań do naszej ukochanej trylogii "Powrót do przyszłości" - na czele z DeLoreanem wehikułem czasu - to istotnym pytaniem jest: czy "Player One", powinien przez to stać się częścią naszej kolekcji gadżetów z "Back to the Future"?
Zacznijmy od okładki. W przypadku DVD jest to wariacja i nieco uproszczona wersja oficjalnego plakatu filmu, który stylistyką nawiązuje do posterów z lat 80'. Tym co szczególnie przykuwa naszą uwagę jest DeLorean. Zresztą pojawia się on na każdej okładce za wyjątkiem pudełka Blu-Ray 3D. I tak wychodzimy na tym lepiej niż fani zza granicy, gdyż tam wehikuł widnieje tylko na okładce DVD i 4K Ultra HD. A przecież już strona wizualna jest dla nas bardzo ważna i może zadecydować o tym, czy postawimy pudełko z filmem na naszej półce, czy nie. Tak więc polskie wydanie wychodzi pod tym względem na plus.
A teraz załączmy płytę i wejdźmy do środka. Wita nas klasyczne menu, z muzyką i fragmentami filmu. Zacznijmy od dodatków, które znajdują się na Blu-Ray. To półtoragodzinny film o inspiracjach z
W końcu sam film, na podstawie bestsellerowej książki Ernesta Cline'a, który de facto był również współscenarzystą. Przeniesienie wizji zniszczonego świata przyszłości oraz niesamowitości OASIS, udało się w 100%! 
Koniec końców, film broni się grą aktorską młodego Tye Sheridana, oraz starszych i nieco bardziej doświadczonych, Bena Mendelsohna i Marka Rylance'a, którzy idealnie zinterpretowali literackie pierwowzory swoich postaci. Dużym plusem jest również soundtrack. Piosenki z minionych dekad i oryginalna muzyka Alana Silvestriego, nadały klimatu lat 80', a fan "Powrotu do przyszłości" często usłyszy znajome dźwięki.

Czy warto?

Kreator stron internetowych - przetestuj