"POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI" W POZNAŃSKIM KINIE MUZA

Jeśli budować wehikuł czasu - to z klasą, a jeśli świętować urodziny "Powrotu do przyszłości" - to z pompą! Kierując się tą zasadą, we wtorek 3 lipca wybraliśmy się na pokaz pierwszej części trylogii "Back to the Future" do kina Muza w Poznaniu, które w tym roku obchodzi swoje 110-lecie. Zabraliśmy ze sobą Doktora Browna, Marty'ego McFly i trochę gadżetów. Ale jak to mówią maszyniści - po kolei! 
Jakieś 2 tygodnie przed rocznicą, jeden z fanów mieszkający w Poznaniu, podlinkował na grupie Back to the Future Polska, wydarzenie, które od razu raziło mnie jak piorunem! Widzę - 3 lipca. Seans "Powrotu do przyszłości. W kinie. W Poznaniu. Od razu decyzja - muszę tam być! Mimo, iż czasu było niewiele (zaraz, przecież jesteśmy podróżnikami w czasie - mamy tyle czasu ile chcemy), postanowiłem skontaktować się z organizatorami i zaoferować pomoc w uatrakcyjnieniu imprezy. Wysłałem też od razu link z wydarzeniem, moim przyjaciołom w czasie, którzy mogli być zainteresowani sprawą. W końcu nieczęsto "Back to the Future" można zobaczyć na dużym ekranie! Wcześniej skorzystaliśmy z takiej okazji w Kutnie, 21 października 2015 roku, zaś wcześniej w 2011, maraton całej trylogii puszczano w Multikinie. Niewielu z nas miało okazję zobaczyć "Powrót" zaraz po premierze, w Polsce było to w roku 1986. Starsi fani mieli szczęście, mnie nie było jeszcze w planach.

Od lewej: Michał Skrzypczak, Karol Wawrzyszczak, Przemek Romańczyk

Choć impreza miała rozpocząć się o godzinie 21:00, wiele osób przybyło dużo wcześniej, by stanąć w kolejce i wykupić ostatnie wolne bilety, lub tak jak my, po prostu spotkać się ze sobą i porozmawiać. Zjechaliśmy się z całej Polski, by wspólnie świętować urodziny ukochanego filmu - dzieła, dzięki któremu poznaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy. Wspólnie z Karolem i Przemkiem (obaj na zdjęciu powyżej) przygotowaliśmy małą wystawkę, kącik z gadżetami i replikami. Znalazła się tam m.in. deskolotka, Obwody Czasowe (zbudowane przez Karola), tablica rejestracyjna OUTATIME, różne wersje Almanachu Sportowego, gazetka Oh La La, komiks "Tales from Space" oraz puszka i ulotki Save the Clock Tower, które każdy gość mógł wziąć sobie na pamiątkę. Przemek Romańczyk przywdział kostium Doktorka, a ja Marty'ego. Karolowi została koszula z lokomotywami :) Reakcje ludzi były takie, o jakie nam chodziło - Marty i Doc na pokazie "Powrotu do przyszłości" w kinie, to coś czego nie mogło zabraknąć. Kolejka ciągnęła się aż do bramy prowadzącej na podwórko, gdzie znajduje się kino Muza. Zaraz po wejściu, można było poczęstować się urodzinową lampką wina. Nim się spostrzegliśmy, na zegarze wybiła godzina 21:00.
Mimo, iż był to wtorek - środek tygodnia, sala kinowa wypełniona była po brzegi. Zostały tylko trzy wolne miejsca. Dla mnie, Przemka i Karola. Jednakże w tym momencie mieliśmy inne zadanie. Doktorek i Marty weszli na scenę, a Brzoza wszystko filmował. Powitaliśmy zebranych gości, którzy z entuzjazjem przywitali ulubionych bohaterów. Chwilę później na scenie zostałem sam. Przeprowadziłem prelekcję o wpływie "Back to the Future" na popkulturę. Nie rozgadywałem się jednak, gdyż wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na jedno - na pokaz filmu "Powrót do przyszłości". Publiczność podziękowała mi brawami i wszyscy wygodnie rozsiedliśmy się w fotelach. Chwilę potem zgasło światło, a na czarnym ekranie pojawiło się logo Universal Studios. Cisza. Znowu czarne tło. Cyk, cyk, cyk, cyk STEVEN SPIELBIERG PRESTENS, cyk, cyk, cyk, cyk, cyk, A ROBERT ZEMECKIS FILM, cyk, cyk, cyk, cyk cyk... i naszym oczom ukazał się słynny napis o płomienistych barwach, a nasze serca ogarnęła szaleńsza radość - BACK TO THE FUTURE! Oglądając film, wszyscy oczywiście zachowywaliśmy się jakbyśmy widzieli go po raz pierwszy. Śmialiśmy się z min Doktorka i flejowatości Georga McFly. A w czasie sceny z piorunem, czuliśmy to napięcie i niepewność, czy Marty'emu uda się wrócić do domu! W wielu scenach cytowaliśmy teksty i wypowiadaliśmy je razem z bohaterami. Ot choćby "When this baby hits 88 MPH, you're gonna see some serious shit!". Biliśmy też brawo, kiedy Georgowi udało się powalić Biffa i uratować przed jego łapami Lorraine. A gdy na końcu wypowiedzieliśmy "Roads? Where we're going we don't need roads!" i DeLorean wleciał w ekran, aplauz był nieunikniony. 
Po seansie, ludzie jeszcze chętniej oglądali naszą wystawkę oraz robili z nami zdjęcia. Kto był chętny, mógł zostać na dyskusję o filmie, zadać nam pytania, rozwiać wątpliwości. Porozmawialiśmy m.in. o części czwartej, o serialu animowanym, komiksach i ciekawostkach związanych z kulisami tworzenia trylogii. Oczywiście jak na podróżników w czasie przystało, straciliśmy poczucie czasu i nim się spostrzegliśmy, minęła północ. Pożegnaliśmy się i z nadzieją rychłego spotkania w niedalekiej przyszłości poszliśmy, każdy w swoją stronę.
Było to kolejne wydarzenie, które przejdzie do historii polskiego fandomu "Back to the Future". Po raz kolejny doświadczyliśmy tego, że "Powrót do przyszłości" mimo ponad 30 lat na karku, non-stop zachwyca i kochają go ludzie w każdym wieku. Na pokazie w kinie Muza byli rodzice z małymi dziećmi, młodzież i ludzie starsi. To jednoznacznie udowadnia ponadczasowość trylogii Zemeckisa. I to jest wspaniałe. Spędziliśmy cudowny wieczór, z cudownymi ludźmi, w cudownym miejscu. W tajemnicy zdradzę Wam, że już rozmawiałem z organizatorką tego pokazu, panią Dorotą Reksińską, która szepnęła mi na ucho, iż w czasie seansu zaświtał jej w głowie pomysł maratonu, o który fani zresztą się upominali. Tak więc bardzo możliwe, że już za jakiś czas, wszyscy spotkamy się znowu, tym razem na nieco dłużą podróż do przeszłości, przyszłości i jeszcze dalszej przeszłości.

Michał Skrzypczak

8 sierpnia 2018 r.
Kreator stron internetowych - przetestuj