PYRKON 2018

Kolejny Pyrkon już za nami. Trzy dni pełne atrakcji minęły jak zwykle bardzo szybko i w fantastycznym towarzystwie. Jak festiwal wypadł na tle poprzednich lat? 
Ach te koszta...
Pierwszą zauważalną różnicą są koszta tak wielkiej imprezy, jaką jest Pyrkon i nie ma w tym nic dziwnego. Festiwal z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością, zapraszani są goście światowej sławy, no i oczywiście organizowanych jest coraz więcej atrakcji. Bilet mimo, że jest kosztowny, jest wart swojej ceny. Poza oczywistym wstępem na teren Pyrkonu, każda osoba posiadająca identyfikator była uprawniona do darmowego przejazdu komunikacją miejską Poznania przez cały czas trwania imprezy. Ponadto kilka lokalnych restauracji i barów szybkiej obsługi oferowało zniżki dla uczestników, dzięki czemu nie wydałem wszystkich swoich oszczędności na jedzenie, do czego zostałem przyzwyczajony przez podobne imprezy.
Merchendise, czyli powtórka z rozrywki
Jednym z największych punktów Pyrkonu jest oczywiście Kraina Wystawców – wielka hala wypełniona sklepikami z różnego typu gadżetami, ubraniami, książkami i całą resztą fantów. Na konwenty jeżdżę już od pięciu lat i coraz ciężej jest mi znaleźć coś, co faktycznie będę chciał kupić. Znaczna większość wystawców pojawia się na każdym „Conie” i spacery w tamtych rejonach nie wywołują u mnie tej dziecięcej radości, która towarzyszyła mi, chociażby jeszcze rok temu. Największym zaskoczeniem był dla mnie sklepik oferujący szycie kostiumów na zamówienie. Niestety moje roztrzepane ja zgubiło wizytówkę, także jeśli ktokolwiek ma namiary to prosiłbym o zostawienie komentarza. Podczas poszukiwań udało mi się zdobyć koszulkę z Guardians of the Galaxy oraz figurki stylizowane na LEGO, z których zamierzam zrobić małą konwentową kolekcję.
Setki prelekcji, ale co wybrać?
To jest jedna z najtrudniejszych kwestii, tym bardziej, że na tej edycji były aż 933 punkty programu. Niektóre z nich są dużo bardziej oblegane i aby się na nie dostać, trzeba dotrzeć pod salę przynajmniej półtorej godziny przed czasem, lub zarejestrować się wcześniej za pośrednictwem strony internetowej. Miałem okazję być łącznie na czterech punktach programu (w tym tylko jednym z rejestracji internetowej) i z jednej strony żałuję, że nie byłem w stanie skorzystać z tego bardziej, a z drugiej strony spędziłem ten Pyrkon całkiem aktywnie.

ZWIASTUN NASZEJ PRELEKCJI

Don't sleep room
Tuż przed festiwalem na Facebooku pojawiła się informacja o nowych regułach działania hali noclegowej, co wzbudziło niespecjalnie pozytywne emocje u większości uczestników. Według informacji miał obowiązywać zakaz używania gniazdek, brak możliwości zajęcia komuś miejsca, podział na sektory i cisza nocna. Nie wiem, czy te wszystkie reguły weszły w życie, ale jak dla mnie fenomen Pyrkonowego Sleep Roomu pozostał taki sam – impreza przez całą dobę! Dostęp do prądu był możliwy w wyznaczonym sektorze a po północy gwar przycichł ale tylko odrobinę. Razem z ekipą ulokowaliśmy się w miejscu otoczonym przez fantastyczne, rozmowne osoby, a o wspomnianych wcześniej sektorach chyba nawet mało kto wiedział (albo ostatecznie nie weszły w życie). Tym razem hala noclegowa była zlokalizowana tuż przy wejściu wschodnim i uważam, że jest to zdecydowanie najlepszy budynek, który służył jako sleep room spośród wszystkich czterech edycji, na których się zjawiłem. Blisko do pawilonu jadalnianego, głównego placu i biura konwentowego, czyli wszystko tak, jak powinno być. Jedyne co bym zmienił (tak, Piotr jak zwykle musi sobie ponarzekać) to zwiększyłbym liczbę kontenerów z prysznicami oraz toaletami. Kolejki były olbrzymie, a ciepła woda szybko się kończyła
Sztuka cosplay'u
Nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat uznano cosplay za sztukę o podobnym kalibrze, jak malarstwo czy rzeźby. Stroje niektórych osób były wręcz zapierające dech w piersiach. Niezwykłe oddanie postaci, dbałość o szczegóły oraz kostiumy oryginalne. Jeśli chodzi o to, za co się ludzie przebierają, można po poszczególnych latach wyróżnić pewne tendencje. Rok 2016 był rokiem Deadpoola, gdzie co chwile można było spotkać antybohatera w czerwonym kostiumie, w 2017 była inwazja Harley Queen, a w tym roku multum ludzi przebranych za bohaterów anime „Boku no Hero Academia”. Mimo, że sam nie jestem fanem japońskich animacji, to ta produkcja bardzo przypadła mi do gustu i chętnie robiłem sobie zdjęcia z młodymi bohaterami. Sam przebrałem się za Sorę, głównego bohatera serii gier „Kingdom Hearts”, która niestety nie jest zbyt popularna w Polsce. Niemniej jednak kilka osób podeszło do mnie, by zrobić zdjęcie albo potrzymać Keyblade'a. Cosplay nie jest wyłącznie pretekstem do zrobienia sobie zdjęć ale też jest dobrym sposobem, by poznać nowych ludzi. Moim drugim strojem był, jak to go ktoś ładnie ochrzcił „Doktor Deadpool”, do którego ludzie zgłaszali się z przypadłościami, robili sobie zdjęcia albo zwyczajnie rozmawiali i kontynuowali rozpoczęte przeze mnie żarty. 
Co jeszcze?
Na Pyrkonie jest tyle atrakcji, że ciężko się na cokolwiek zdecydować. Najprościej jest coś wybrać porą nocną. Dla konwentowiczów, którym sen jest obcy, dostępny był pawilon z grami planszowymi, pawilon jadalniany, gdzie obok przepysznych rzeczy (z których serdecznie polecam pyrkonową pizzę i burgery) można się napić czegoś z procentami lub bez, jak kto woli. Było jeszcze dostępne kino plenerowe, które wyświetlało takie hity jak „Matrix” „The Lego Movie”, czy „Batmana” Tima Burtona. Największym problemem Pyrkonu jest jego czas trwania. Trzy dni to zdecydowanie za mało, by w pełni wykorzystać potencjał tej imprezy, która z roku na rok jest coraz większa. I nie chodzi mi tylko o liczniejsze punkty programu ale również inicjatywy własne, gdzie czasem trzeba wybrać między spotkaniem fanów jakiegoś uniwersum a Pochodem Ananasa.
Na Pyrkon warto wracać.
Przez cztery lata impreza wciąż mnie zaskakuje i za każdym razem bawię się fenomenalnie. Zapytacie pewnie, gdzie w tym felietonie motyw „Back to the Future”? Otóż na Pyrkonie nie było o naszej ukochanej trylogii dużo. Wśród Cosplay'ów znalazłem dwie osoby przebrane za Marty'ego McFly'a i dwie za Doktora Browna oraz cosplay inspirowany modą przedstawioną w roku 2015 z "Back to the Future 2". Poza tym razem z Michałem poprowadziliśmy prelekcję, z której nagranie niebawem pojawi się na kanale BTTF Polska. Dziękuję za przeczytanie moich wypocin i zostawiam was z mottem - „Szczęścia nie można kupić, ale można kupić bilet na Pyrkon a tam szczęścia jest już pod dostatkiem”.

PRELEKCJA "BACK TO THE FUTURE IV" - SEN CZY RZECZYWISTOŚĆ?

Piotr Knapik
25 maja 2018 r.
Kreator stron internetowych - przetestuj